Dawno nic nie pisałem na naszej stronie, a w moim życiu ostatnio się troszkę dzieje. Nie mam czasu na odpoczynek i relaks, bo dosyć dużo pracuję i dodatkowo poddałem się rekonstrukcji ACL (wiązadła krzyżowego) oraz częściowemu wycięciu łąkotki kolana prawego. Kontuzji łąkotki nabawiłem się w zeszłym roku podczas porannych biegów, a ACL zerwałem ponad 20 lat temu kiedy miałem wypadek na rowerze. Operacja 2 w 1 odbyła się 14.02.2014 i od tamtej pory uparcie walczę, aby wszystko wróciło do normy.

Decyzję o operacji musiałem podjąć bardzo szybko, tzn w 1 dzień. Byłem na liście rezerwowej i nie miałem z góry ustalonego terminu z wyprzedzeniem kilkumiesięcznym. Wiedziałem jak ta operacja wpłynie na moje życie i jak długo trzeba będzie dochodzić do pełnej funkcjonalności z kolanem. Mój fizjoterapeuta opowiadał mi jak wiele osób popełnia błędy w procesie rehabilitacji i niedostatecznie poważnie podchodzi do odpowiednich ćwiczeń i zaleceń pooperacyjnych. Staram się nie popełniać tego błędu i odpowiednio traktuje moje kolano, czasami aż za bardzo ;).

Nie lituję się nad sobą i od drugiego dnia po artroskopii, ćwiczę kolano zgodnie z zaleceniami oraz zgodnie ze swoimi odczuciami i wiedzą. Pokonuję swoje słabości i staram się jak najlepiej i jak najdokładniej przejść ten proces. Na dzień dzisiejszy (11 tygodni) mam pełny wyprost i gdy nie występuje opuchlizna po ćwiczeniach, to zgięcie tez jest prawie pełne.

Co prawda nie dostałem jeszcze zgody od lekarza na jazdę po górach na rowerze, ale postanowiłem spróbować swoich sił i sprawdzić wytrzymałość kolana. Wybrałem taką trasę, aby nie przesadzić z podjazdami. Trasa miała zacząć się na Skrzycznem i poprowadzić w stronę Malinowskiej skały, a następnie do Białego Krzyża na Przełęczy salmopolskiej, skąd czekał mnie zjazd asfaltem do Szczyrku.

Zostawiłem Zosię i Justynę na Białym Krzyżu skąd miały zrobić tą samą trasę, tylko w odwrotnym do mojego kierunku. Ruszyłem do Szczyrku i po krótkich przygotowaniach ustawiłem się grzecznie w kolejce do wyciągu na Skrzyczne. Przy kasie dowiedziałem się, że z rowerem mogę wjechać tylko na pierwszą stację. Do szczytu z rowerem nie można, bo zamontowali nowe zamykane kanapy dla narciarzy i nie chcą ich popsuć.

Kiedy zszedłem z kolejki, to postanowiłem nie wspinać się szlakiem turystycznym na szczyt, tylko podążyłem nartostradą, którą w kilku miejscach da się normalnie jechać. Po zmaganiach  podjazdach osiągnąłem szczyt Skrzycznego. Pogoda była deszczowa i cała trasa była pełna błota, wszędzie wiele dużych luźnych kamieni, przez co ciężko było czasami zapanować nad rowerem. Cały czas miałem w głowie myśl o moim jeszcze nie w pełni sprawnym kolanie. Bałem się upaść na prawą stronę.

Justynę i Zosię spotkałem na Małym Skrzycznem i zaproponowałem im dojście do wyciągu i zjazd do Szczyrku. Ja podążyłem do Malinowskiej Skały, na którą w ostatnie fazie trzeba rower pchać. Zjazd w kierunku Malinowskiej Góry był najtrudniejszy. Koła momentami zanurzały się w błocie do połowy i trzeba było nieźle się pomęczyć :), bardzo lubię takie tereny. Pod Malinowską Górę znowu pchałem moją maszynę, bo nie da się tam jechać. Dalej już czekał mnie tylko zjazd do Białego Krzyża, który jest bardzo szybki i łatwy – (dla piechura to około 40 min, a dla rowerzysty około 10 min). Hamulce mi się trochę zagotowały, ale było bardzo przyjemnie. Z przełęczy zjechałem do Szczyrku w kilkanaście minut – zjazd asfaltem jest super. Troszkę zimno mi było, bo i prędkości są spore, ale nie chciało mi się na kilka chwil ubierać cieplej.

Zosia i Justyna dołączyły do mnie w Szczyrku, skąd wspólnie wróciliśmy do domu. Wycieczkę określam jako bardzo udaną. Kolano wytrzymało, przypomniałem sobie jak to wspaniale być w górach na rowerze i zmęczyć się konkretnie. Technicznie dałem radę, bo umiałem balansować i utrzymać się na rowerze, ale kondycja to zupełnie inna sprawa. Dużo przede mną. Przede wszystkim redukcja wagi (8 – 10kg), wzmocnienie kolana i praca nad siłą mięśni. Szczęście mam, że Zosia i dzieciaki mnie w tym wspierają i mam promesę od nich, że moje dojście do pełnej sprawności to priorytet.

Pozdrawiam i życzę wszystkim dobrego sezonu 🙂