Nasz poprzedni sezon nie należał do zbyt aktywnych, a to za sprawą mojej operacji jaką miałem 14.02.2014. Poddałem się rekonstrukcji wiązadła krzyżowego przedniego i częściowemu wycięciu łąkotki kolana prawego. Kontuzji wiązadła nabawiłem się podczas jazdy na rowerze w 1996 roku. Od tego czasu większość sportów kontaktowych włącznie z piłką nożną musiałem odstawić, ponieważ cały czas dochodziło do drobnych kontuzji kolana. Nauczyłem się z tym żyć i długi czas nie stwarzało mi to większych problemów.

Dwa lata temu kiedy postanowiłem zrzucić kilka kilogramów nabawiłem się kolejnej kontuzji kolana. Uszkodziłem łąkotkę i jedynym wyjściem, aby naprawić wszystko musiałem się zdecydować na operację. Mieszkam w Żorach, w których mamy jedna z najlepszych klinik specjalizujących się w naprawie min. kolan. Zapisałem się w kolejce NFZ i czekałem około 8 miesięcy na operację. Teraz jestem już ponad rok od operacji. Przez ten czas spędziłem wiele godzin na poprawnej rehabilitacji kolana pod okiem fachowca, a od listopada regularnie pracuje na siłowni pod okiem personalnego trenera.

Przez ten czas udało mi się zrzucić trwale około 10kg masy tłuszczowej i odbudować sporo mięśni. Moja wydolność i wytrzymałość jest już na bardzo dobrym poziomie. W międzyczasie przebiegłem około 300km na bieżni podczas treningów na siłowni. Zwykle biegałem 8km w ciągu godziny. Bez szaleństw, bez szarpania w bezpiecznej scenerii.

Trzy tygodnie temu postanowiłem spróbować biegu na zewnątrz. Przygotowałem się odpowiednio do biegu, odpowiednie buty i rozgrzewka. Trasa przebiegała głównie po twardej nawierzchni. Jak się okazało wystarczyło 8km, by doszło do kontuzji. Po biegu czułem, że coś jest nie tak z kolanem. Jakby tego było mało, to po południu poszedłem na siłownię i ćwiczyłem właśnie nogi. Trening musiałem przerwać, bo zaczęła mnie poważnie boleć noga. Dzisiaj mijają trzy tygodnie od tego feralnego dnia i mam wrażenie, że cofnąłem się ze trzy miesiące w mojej rehabilitacji.

Sezon zbliża się szybkimi krokami i wszystko się zieleni na zewnątrz. Mamy już zaplanowany pierwszy wyjazd na początku maja. Troszkę się obawiam, że może się okazać, że moja prawie roczna praca nad powrotem do sprawności potrwa dłużej lub że nigdy nie będzie już możliwa. Co prawda ortopeda powiedział, że maratończykiem już nie zostanę, ale powiedział także, że po roku ciężkiej pracy pod okiem fachowców wrócę całkowitej sprawności jak na kogoś z połową łąkotki. Jak się okazało starczyło 45 min biegu po asfalcie i dzisiaj znowu mam problem eliminujący mnie z aktywnego życia.

Wczoraj spróbowałem biegu na bieżni (30min) i dzisiaj już wiem, że jest dalej źle z kolanem. Chodzi tutaj o to, że brak amortyzacji powoduje większe zużywanie stawu. Porostu obijam sobie chrząstkę. Odczekam jeszcze ze trzy tygodnie nie męcząc nogi. Zaliczę wyjazd i muszę zadecydować co dalej. Lekarz (będzie na pewno inny), operacja (oby nie). Odpowiedni trening, rehabilitacja. Liczę tylko, że nie stracę znowu sezonu w górach.

Kończę moje żale z przestrogą dla wszystkich. Dbajcie o kondycje i nie wierzcie we wszystkie zapewnienia lekarza, bo jak widzę to jak im zwykle chodzi tylko o kasę. Operacja była refundowana z NFZ lecz na resztę wydałem sporo swoich pieniędzy (wizyty, badania, rehabilitacje). Nie dostałem jednak w zamian powrotu do aktywnego życia jak mi obiecano, a reklamować się niestety tego nie da.

CDN.