Dzień 1 – Wodospady: Szklarki i Kamieńczyk

Na pierwszy dzień pobytu w Karkonoszach zaplanowaliśmy zwiedzanie dwóch słynnych karkonoskich wodospadów. Wodospadu Szklarki i Wodospadu Kamieńczyk.

Lokalizacja Wodospadu Szklarki znajduje się na Wjeździe do Szklarskiej Poręby. Parkingi są darmowe, ale bardzo małe. Trzeba mieć farta, aby zaparkować bez problemu. Ja przyjmuję strategię koła. Krążę po między dwoma parkingami czekając na wyjazd jakiegoś samochodu. Około trzy kółka (5min) i miejsce się znajdzie :). Po zakupie biletów do Karkonoskiego Parku Narodowego dojście do wodospadu zajęło nam około 10 min. Wodospad jak wodospad – woda leje się z góry i mnóstwo ludzi robi sobie zdjęcia na jej tle oraz okupują pobliski stragan. Aby nie odstawać od reszty my także zrobiliśmy kilka fotek.

Następnie udaliśmy się do Wodospadu Kamieńczyk, tam od parkingu trzeba iść jakieś 30 min. Oczywiście zeszliśmy w dół zobaczyć i także zrobić kilka fotek w wąwozie. Jest tam wąsko i głęboko. Pionowe skały są wysokie na około 25m.  Kilka fotek zrobiłem powyżej wodospadu i następnie poszliśmy wyżej do schroniska. Dopóki nie zaczął padać deszcz siedzieliśmy sobie na zielonej trawce. Wróciliśmy tą samą trasą do samochodu.

Dzień 2 – Karpacz, św. Wang, Samotnia, Strzecha Akademicka, Dom Śląski, Schronisko pod Łomianką, Karpacz

Dzień 3 – Szklarska Poręba, Schronisko pod Łabskim Szczytem, Śnieżne Kotły, Hala Szrenicka, Kamieńczyk, Szklarska Poręba

Dzień 4 – św. Wang, Pielgrzymy, Słonecznik, Spalona Strażnica, Samotnia, św. Wang

Dzień 5 

Kopalnia Liczyrzepy (Kowary)

Na początek zwiedziliśmy kowarskie sztolnie.

Kamienna Góra – Projekt Arado

Następnie pojechaliśmy do Kamiennej Góry i uczestniczyliśmy w ciekawym pokazie historii. Projekt Arado jest to prezentacja kompleksu byłych podziemnych niemieckich magazynów broni i biur projektowych firmy ARADO, w których skonstruowano najsłynniejszy samolot odrzutowy II wojny światowej –Arado  234 Błyskawica i mityczny samolot skrzydło Arado 555 – więcej na www.arado.pl

Miedzianka (tropem nieistniejącego miasta)

Na koniec tego dnia pojechaliśmy do Miedzianki. Przeczytałem jakiś czas temu książkę, która opowiadała historię miasta i jej mieszkańców. Zofia czytała ją właśnie w trakcie naszych wakacji. Miasteczko to zaledwie cień dawnego wspaniałego miasta, znanego przed II wojną światową pod nazwą Kupferberg jako najmniejsze i najbardziej zielone miasto w Prusach. Aktualnie miasteczko niemal już nie istnieje, ponieważ większość zabudowań zapadła się pod ziemię. Niemcy przez wiele wieków prowadzili wydobycie miedzi, a Rosjanie wydobycie rud uranu i to doprowadziło do katastrofy. Całe miasto powoli znikło pod ziemią, a ludzi wysiedlono do innych miast, głównie do osiedla Zabobrze w Jeleniej Górze. Ostatnio jednak otwarto nowy browar w miejscu starego, pasjonaci historii starają się też o przywrócenie pamięci temu miejscu i stworzyli ścieżkę edukacyjną. Browar wygląda bardzo nowocześnie, ale piwo jest ponoć ważone wg. starych receptur. Zakupiliśmy po butelce z każdego typu w celu późniejszej degustacji.

Dzień 6 – Śnieżka (urodziny Konrada)

Dzień 7 – Zamek Czocha

W niedzielny poranek wymyśliliśmy sobie, ze zwiedzimy jakiś zamek w okolicy. Najpierw wybór padł na Zamek Książ lecz strzeliłem focha, że już tam byliśmy kiedyś i że trzeba szukać jakiś innych atrakcji. Po rodzinnej naradzie wybór padł na Zamek Czocha w Suchej. Około jedna godzina jazdy z Karpacza. Ruszyliśmy więc ku przygodzie. Na miejscu się okazało, że ten zamek nie ma wiele do zaoferowania dla zwiedzających, a ceny biletów są kosmiczne. Kupiliśmy więc tylko bilety do zwiedzania dziedzińca zamku. Zwiedzanie zajęło nam około 30 min, obeszliśmy możliwe do zwiedzenia wszystkie zakamarki w ramach naszych biletów – 18 zł. Gdybyśmy się zdecydowali na całość, to cena dla naszej czwórki wyniosłaby 60 zł. Choć zamek wygląda ciekawie, to nie za takie pieniądze. Na całym dziedzińcu i w środku czuć potrawami z restauracji jaka działa w zamku. Zwiedzanie w klimacie kotleta schabowego nie przypadło nam do gustu.

Po powrocie poszliśmy na pizzę, skąd musieliśmy się ewakuować, bo nasz stolik opanowały osy i nie można było się skupić na jedzeniu. Zapakowaliśmy więc naszą pizzę i udaliśmy się do naszej kwatery na dokończenie posiłku. Później wyszliśmy na spacer po Karpaczu, gdzie wydaliśmy troszkę grosza, choćby na zjazdy na torze saneczkowym :)

Na tym skończył się nasz urlop w Karkonoszach – piękne miejsce i piękne będziemy mieli także wspomnienia. Mam nadzieję, że wrócimy tutaj jeszcze kiedyś.

Pozdrawiamy :)