Podczas pierwszej wycieczki na naszym urlopie udało się nam przejść przez cztery schroniska. Według szlaki.net.pl przeszliśmy 17 km, a nasze zabawki elektroniczne podpowiadały nam, że każde z nas zrobiło po około 30 tys. kroków. Po powrocie do kwatery faktycznie byliśmy zmęczeni, ale po przepysznym obiedzie Zosi i krótkiej regeneracji zaczęliśmy planować wycieczkę na kolejny dzień.

Zapraszam do fotorelacji z wycieczki.

Zaczęliśmy niebieskim szlakiem od Świątyni Wang, do której doszliśmy w około 40 minut z naszej kwatery. Była to niezła rozgrzewka i prawdopodobnie jeden z trudniejszych odcinków trasy :). Do schroniska na Samotni prowadzi bardzo łatwa trasa. Jak widać na zdjęciach nawet rodzice z wózkami tam mogą dojechać, z tym że kondycja i chęci rodziców muszą być duże :)

Pogodę mieliśmy na początku umiarkowaną, a kiedy doszliśmy do Samotni, to w tym samym momencie zaczęło padać i bardzo mocno wiać (w planach miałem relaks przed schroniskiem, ale tym razem się nie udało).

W schronisku (dość dużym) udało się nam znaleźć miejsce i przeczekać deszcz. Po około 1h ruszyliśmy do Strzechy Akademickiej, na które prowadzi lekko strome 15 minutowe podejście. Minęliśmy schronisko i ruszyliśmy do Spalonej Strażnicy – jest to skrzyżowanie gdzie można iść na Słonecznik lub w naszym przypadku w kierunku Domu Śląskiego i Śnieżki. Po drodze mijamy skręt na Kopę gdzie można zjechać kolejką lub idąc dalej czarnym szlakiem zejść do Karpacza.

Naszym celem była Śnieżka. Zatrzymaliśmy się w Domu Śląskim na posiłek i po około 30 min poszliśmy w kierunku szczytu Śnieżki. Niestety musieliśmy zrezygnować, bo Zosia troszkę nam niedomagała (problem z kolanem). Dodatkowo pogoda znowu się pogorszyła zakrywając mgłą całą Śnieżkę oraz cały czas mocno wiało dookoła.

Szybka zmiana planów i zdecydowaliśmy się na zejście do Karpacza czerwonym szlakiem, a po minięciu schroniska pod Łomniczką zmieniliśmy szlak na żółty, którym skróciliśmy drogę w dojściu do naszej kwatery. Zejście zajęło nam około 2h, dojście do centrum kolejne 40 minut. Mniej więcej od połowy zejścia można było zdjąć wierzchnie nakrycia, bo otaczające nas zbocza chroniły przed wiatrem, a w niższych partiach słoneczko zaczęło przyjemnie świecić.

W centrum zjedliśmy pyszne lody i uzupełniliśmy zapasy w mega-zatłoczonej Biedronce. Cała trasa zajęła nam około 8h z dużymi przerwami. Kolejna wycieczka, to wejście na Szrenicę i Śnieżne Kotły :)

Na koniec jeszcze mapy i opisy poszczególnych punktów tasy.