Kolejny dzień naszych przygód w Karkonoszach skierowaliśmy na trasę średnio wymagającą, ale za to bardzo widokową. Trasę rozpoczęliśmy od św. Wang. Niebieski szlak prowadzi tam równolegle z żółtym i ten właśnie szlak kieruje nas na Pielgrzymy, Słonecznik, a dalej trasą widokową do Spalonej Strażnicy, gdzie możemy zdecydować o dalszej wędrówce w kierunku Śnieżki lub jak w naszym przypadku do Strzechy Akademickiej i dalej do schroniska na Samotni. Lubimy to miejsce i wracamy tam chętnie (to jest tak samo jak lubimy Chatę Socjologa w Bieszczadach). Po odpoczynku przy schronisku (dzisiaj pogoda nam na to pozwoliła) powróciliśmy niebieskim szlakiem do św. Wang.

Na początku trasy jest zwykły spacerniak, gdzie w dobrą pogodę jest dość duży tłok. Gdy jednak dotrzemy do Polany, na której szlaki się rozwidlają na trzy kierunki, to dalej już jest luźniej, bo większość okazjonalnych turystów zawraca. Kiedy skręciliśmy w prawo na żółty szlak, to ilość turystów zmalała prawie do zera, przez co milej się wędrowało. Do Pielgrzymów dotarliśmy po około 25 minutach, gdzie zrobiliśmy sobie małą przerwę. Dzieci wspinały się po skałach, co doprowadziło Zosię prawie do zawału :).

Kiedy ruszyliśmy w stronę Słonecznika na początku trasa była lekka, lecz po paru minutach rozpoczęło się ciągłe około 40 minutowe podejście, gdzie naprawdę można się zmęczyć. Mieliśmy za sobą dwa dość ciężkie dni na szlakach i każde z nas odczuwało drobne dolegliwości. Moje tempo utrzymywał tylko Bartek, choć Konrad krążył jak satelita pomiędzy Zosią, a nami. Nie wiem czy on czasem nie zrobił więcej podejścia w tym czasie :)

Na Słoneczniku wiało dość mocno i słońce nie chciało na dłużej pozostać na niebie. Nie odpoczywaliśmy długo i ruszyliśmy w dalszą część naszej trasy. Podejście na Słonecznik było ostatnim na tej trasie, więc reszta trasy przebiegała dość szybko i bez większego wysiłku. Zatrzymaliśmy się przy Wielkim Stawie, który doskonale widać z góry. Następny przystanek mieliśmy przy Małym Stawie, gdzie widać Strzechę Akademicką, Samotnię i Śnieżkę. Słońce świeciło i widoczność była spora więc niektóre fotografie nawet się udały.

Kiedy doszliśmy do Spalonej Strażnicy, to grawitacja pchała nas do przodu, bo ten odcinek trasy jet stromy. Cała ta trasa jest szeroka i dobrze utrzymana, ja jednak osobiście wolę jak najbardziej dzikie i mniej komercyjne szlaki. Niestety w Karkonoszach o takie jest bardzo trudno. Schronisko Strzecha Akademicka minęliśmy bokiem nie zatrzymując się w ogóle i podążyliśmy do Samotni.

Usiedliśmy na zewnątrz schroniska, bo miło jest zrelaksować się w takiej scenerii. Pomimo tego, że pogoda na niebie była w kratkę i czasami powiewało, to wypoczywaliśmy prawie godzinę w takiej zmiennej aurze.

Zejście do Polany prowadzi dwoma trasami: jedną trasą dwa dni wcześniej wchodziliśmy, aby sprawdzić jak ta droga wygląda pod kątem rodzin z wózkami. Trasa jest dobrze przygotowana niemalże jak chodniki w miastach i jej nachylenie nie powinno sprawić większych trudności dla wózka, choć pchający muszą mieć troszkę chęci i krzepy :). Druga trasa prowadzi (szlak niebieski) także po przygotowanej scieżce i bardziej przypomina normalny szlak i dlatego wybraliśmy właśnie tą trasę na powrót. Reszta drogi powrotnej do św. Wang, to deptak wśród wielu osób.

Reasumując całość trasy mogę powiedzieć, że było bardzo fajnie. Umiarkowanie trudno i bardzo widokowo. Polecam tę trase jako wycieczkę dla każdego :)

Na koniec jeszcze mapy i opisy poszczególnych punktów tasy.