2012.07.15 – Arch Enemy (Vizovice)

O koncercie przeczytałem na oficjalnej stronie AE w marcu. Czas bardzo szybko zleciał i dzisiaj mogę na świeżo opisać co zobaczyłem i usłyszałem. Vizovice – mała mieścina w Czechach, ponad 100km od granicy Polski, a patrząc na całość, to zupełnie inny świat – lepszy świat.

Ale po kolei. Lubimy z Moniką jeździć na koncerty naszych ulubionych artystów. Mamy takich i o ile to jest możliwe, to nie odpuszczamy okazji. Słuchamy muzyki, która w wielu kręgach nie uchodzi za popularną. Tutaj link do dokumentu, który pomoże niektórym zrozumieć co znaczy słuchać, czuć i żyć z Heavy Metalem. Niektórzy, nie przebrną nawet przez pierwszą część dokumentu, bo roz..bie im głowy. Dla wielu będzie to ciekawa wycieczka i na końcu żal, że nie mogą o sobie powiedzieć – mam muzykę, którą kocham i przy niej trwam, bez względu na okoliczności.

Wracając do koncertu Arch Enemy, to Czeska Republika pokazała nam jak u nich ludzie potrafią podejść do życia. Mianowicie cieszyć się wielopokoleniowo z tego samego rodzaju muzyki. Mamy, tatusiowie, dziadkowie, dzieci. Menadżerowie, dyrektorzy, robole, studenci. Wszyscy w jednym miejscu, ubrani w ulubione koncertowe ciuchy, bez skrępowania, bez zahamowań – wszyscy jak jedna rodzina pod herbem ciężkiego grania.

Tak właśnie organizowane są koncerty, ale niestety poza granicami naszego kraju. Mamy własne przykłady: Machine Head (Wiedeń) z listopada zeszłego roku i teraz Festiwal Master of Rock (Vizovice). Jeżeli chodzi o Polskę, to kiedy mam kupić bilet na koncert u nas, to pierwsza rzecz, która powala, to cena. Następnie są ograniczenia i zasady. Podczas koncertu czuję się jak terrorysta i zakładnik jednocześnie, zamknięty w określonych strefach – jedzenie, picie (alkohol) i koncert. I wiecie to wszystko nigdy nie współistnieje razem. Dlaczego? Kurwa nie wiem… Wczoraj po raz kolejny po za granicami naszego „kochanego” kraju przekonałem się, że można jeść, pić i bawić się na koncercie w jednym czasie. Bez wrogich spojrzeń SECURITY, bez ciągłych szlabanów, bramek i kontroli. Da się?

Muzyka jak widać dla naszych południowych sąsiadów, to także coś więcej niż kasa i zyski. Żadnych stref Gold, VIP i wcześniejszego wchodzenia na koncert w celu rozbicia namiotu pod sceną w oczekiwaniu na swoją gwiazdę. Przykłady mogę mnożyć od mojego nastoletniego życia. Dla przykładu. Ostatnio wygrałem bilety na nasz Polski Festiwal w Opolu. Nie kupiłbym nigdy biletów, bo cena za jeden wieczór, to 110zł od osoby – (Master of Rock – 4dni, to 250zł/os) – ochroniarzy i kontroli na koncert dla 3000 osób w Opolu było więcej niż na Festiwalu dla 20 tysięcy ludzi w Vizovicach. Da się?

Lubię cykać fotki – mam chyba fajny sprzęt i chętnie kolekcjonowałbym swoich ulubionych artystów w swoich zbiorach dyskowych, ale w Polsce nie jest, to możliwe, bo trzeba wykupić za parę stówek akredytację. Wczoraj zobaczyłem jak ludzie na około mnie biegali z aparatami, o różnych od amatorskich cyfrówek do profesjonalnych lustrzanek z mega obiektywami i jak zapytałem kolesia obok mnie, to powiedział, że to jest po prostu norma. Nie ma ograniczeń … i co kurwa, da się?

Tak da, ale w innym kraju niż Polska!

Jeżeli chodzi o koncert AE, bo głównie o ten zespół nam chodziło, to Angela i zespół pokazali klasę na scenie – nagłośnienie, światła i muzyka powalająca. Oficjalnie pierwszy koncert AE mamy za sobą.

P.S. Jeżeli ktoś poczuł się urażony moim artykułem, to właśnie taki miałem zamiar 🙂

Poniżej kilka fotek z mojego biednego i amatorskiego sprzętu, bo nauczony na polskich koncertach, nawet do głowy mi nie przyszło brać coś innego ze sobą na ten koncert.

5 Comments

Add yours →

  1. Wdzięczna jestem naturze, że obdarzyła mnie takim właśnie gustem muzycznym. Wdzięczna jestem życiu, że mam męża, który ten gust muzyczny podziela. Wdzięczna jestem nam obu, że ciągle chce nam się coś robić, gdzieś jechać, coś zobaczyć i coś przeżyć, żeby karmić te nasze pasje.
    Kocham atmosferę koncertów heavy metalowych. Uwielbiam te tłumy w czerni, ze skórzanymi pasami, metalowymi ćwiekami i łańcuchami, w glanach, z długimi włosami.
    Jeszcze bardziej uwielbiam starszych facetów w dżinsowych kamizelkach z naszywkami: Dimmu Borgir, Slayer, Iron Maiden, Manowar, Motorhead….stara gwardia. Razem z nimi ich żony, z czasem siwymi już włosami, widać że młodość mają za sobą. Ale nadal przyjeżdżają na koncerty! Mam nadzieję, że za 20-30 lat ja też będę taką koncertową babcią, w czarnym podkoszulku i w glanach. I nikt na takim koncercie nie powie: stara baba, co ona tu robi, w co ona się ubrała. Nikogo to nie obchodzi, bo wszyscy jesteśmy tam po to samo: nasycić się najlepszą muzyką na świecie!

    Miłość do heavy metal to po prostu dar.

  2. Gdy byłem jeszcze młodzieńcem w potarganej koszulce, natapirowanymi włosami, zwężanymi dżinsami (własnoręcznie) i pieszczochą na ręce, mnóstwo kolegów słuchało HM i różne odmiany tego gatunku. Pamiętam, że wtedy modny był „satanizm” (specjalnie w cudzysłowiu- nie za wiele miał wspólnego z tym prawdziwym, a takie składy jak King Diamond, Mercyful Fate, Vader, Napalm Death, ale i tak źródło czytego HM było w nich wszystkich i każdy szalał(dosłownie) przy Judas Priest,Iron-ach, Megadeth czy rodzimym Kat. Total heavy lat 80-tych, początku ’90! Nie było wówczas u nas żadnych problemów polityczno-społecznych pomiędzy punkiem, a HM ale na pewno miłą na to wpływ obecna sytuacja Polski będącej jeszcze w stadium komunizmu.
    Zawsze koncerty HM były oblegane tłumnie przez fanów i nie można tego powiedzieć o kapelach punk rockowych, które to nie chętnie zapraszano z zagranicy na koncerty z uwagi na wyraz polityczny.
    Cóż, dziś jak patrzę na kolegów z tamtych lat to właściwie nic w nich już nie zostało z młodości. Włosy ładnie krótko po polsku obcięte, shirt z Adi…, Nik… lub podobne, spodnie tradycyjnie to co modne na obecną chwilę i gumowe ucho od popowej sieczki, która w ich głowach wytworzyła próżnię. Ciekawe, że Ci ludzie w trakcie rozmowy wyrażają swoje emocje jak się tylko cofnie wstecz o 20-30 lat, ale w odpowiedzi na pytanie:
    – Dlaczego dziś nie słuchasz tej muzy? Dlaczego nie nosisz się jak dawniej?
    Odpowiadają:
    – Teraz są inne czasy, rodzina, dzieci, praca…
    JEBAĆ ICH WSZYSTKICH!
    Ale wracając do tematu. Fotki fajne, ale mogły być lepsze jakościowo, więc następnym razem zabrać proszę wypasiony aparat i kliknąć więcej fotek jak zarzucacie grzywami! Co to za stanie z piwem w ręku? Kojarzy się zaraz ze staniem pod ścianą w remizie na zabawie 🙂
    Czesi jak widzicie są ZUPEŁNIE innym narodem niż Polaczki, a kultura i dobre wychowanie jest im nie obce.
    Aha, i rzuca się w oczy na fotkach kolejna rzecz. A właściwie jej brak, a mianowicie… brak miliona reklam sponsorów takich jak Coc…., Marl…. Carlsb…. Heine…., można? Da się?
    P.S. Mam nadzieję, że w Czechach nie ma takiego typa jak Kuba Wojewódzki. Pamiętam jak „skończył” się prawdziwy Jarocin. Wszechobecne reklamy wielkich koncernów, VIP-y, amerykanizacja, dobór „odpowiednich” kapel i… festiwal umarł, przez takiego typa!
    Pamiętam jak cały Jarocek skandował, gdy tylko Kubuś wyszedł na scenę, a brzmiało to jakoś tak:
    – Wypierdalaj! Wypierdalaj! Wypierdalaj!

    • … wszystko co piszesz, to prawda. My Polacy potrafimy spierdolić wszystko. Opowiadałeś nie raz o festiwalach, na które z Justyną jeździcie. Teraz widzieliśmy sami jak Czesi potrafią organizować i bawić się na koncertach. Inny świat, naprawdę inny świat …

  3. Witam i dziękuję za wspaniały opis szkoda że mnie tam z wami nie było może następnym razem .

Dodaj komentarz

© 2022 rogala.priv.pl | fotoblog

Theme by Anders NorénUp ↑