O koncercie przeczytałem na oficjalnej stronie AE w marcu. Czas bardzo szybko zleciał i dzisiaj mogę na świeżo opisać co zobaczyłem i usłyszałem. Vizovice – mała mieścina w Czechach, ponad 100km od granicy Polski, a patrząc na całość, to zupełnie inny świat – lepszy świat.

Ale po kolei. Lubimy z Moniką jeździć na koncerty naszych ulubionych artystów. Mamy takich i o ile to jest możliwe, to nie odpuszczamy okazji. Słuchamy muzyki, która w wielu kręgach nie uchodzi za popularną. Tutaj link do dokumentu, który pomoże niektórym zrozumieć co znaczy słuchać, czuć i żyć z Heavy Metalem. Niektórzy, nie przebrną nawet przez pierwszą część dokumentu, bo roz..bie im głowy. Dla wielu będzie to ciekawa wycieczka i na końcu żal, że nie mogą o sobie powiedzieć – mam muzykę, którą kocham i przy niej trwam, bez względu na okoliczności.

Wracając do koncertu Arch Enemy, to Czeska Republika pokazała nam jak u nich ludzie potrafią podejść do życia. Mianowicie cieszyć się wielopokoleniowo z tego samego rodzaju muzyki. Mamy, tatusiowie, dziadkowie, dzieci. Menadżerowie, dyrektorzy, robole, studenci. Wszyscy w jednym miejscu, ubrani w ulubione koncertowe ciuchy, bez skrępowania, bez zahamowań – wszyscy jak jedna rodzina pod herbem ciężkiego grania.

Tak właśnie organizowane są koncerty, ale niestety poza granicami naszego kraju. Mamy własne przykłady: Machine Head (Wiedeń) z listopada zeszłego roku i teraz Festiwal Master of Rock (Vizovice). Jeżeli chodzi o Polskę, to kiedy mam kupić bilet na koncert u nas, to pierwsza rzecz, która powala, to cena. Następnie są ograniczenia i zasady. Podczas koncertu czuję się jak terrorysta i zakładnik jednocześnie, zamknięty w określonych strefach – jedzenie, picie (alkohol) i koncert. I wiecie to wszystko nigdy nie współistnieje razem. Dlaczego? Kurwa nie wiem… Wczoraj po raz kolejny po za granicami naszego „kochanego” kraju przekonałem się, że można jeść, pić i bawić się na koncercie w jednym czasie. Bez wrogich spojrzeń SECURITY, bez ciągłych szlabanów, bramek i kontroli. Da się?

Muzyka jak widać dla naszych południowych sąsiadów, to także coś więcej niż kasa i zyski. Żadnych stref Gold, VIP i wcześniejszego wchodzenia na koncert w celu rozbicia namiotu pod sceną w oczekiwaniu na swoją gwiazdę. Przykłady mogę mnożyć od mojego nastoletniego życia. Dla przykładu. Ostatnio wygrałem bilety na nasz Polski Festiwal w Opolu. Nie kupiłbym nigdy biletów, bo cena za jeden wieczór, to 110zł od osoby – (Master of Rock – 4dni, to 250zł/os) – ochroniarzy i kontroli na koncert dla 3000 osób w Opolu było więcej niż na Festiwalu dla 20 tysięcy ludzi w Vizovicach. Da się?

Lubię cykać fotki – mam chyba fajny sprzęt i chętnie kolekcjonowałbym swoich ulubionych artystów w swoich zbiorach dyskowych, ale w Polsce nie jest, to możliwe, bo trzeba wykupić za parę stówek akredytację. Wczoraj zobaczyłem jak ludzie na około mnie biegali z aparatami, o różnych od amatorskich cyfrówek do profesjonalnych lustrzanek z mega obiektywami i jak zapytałem kolesia obok mnie, to powiedział, że to jest po prostu norma. Nie ma ograniczeń … i co kurwa, da się?

Tak da, ale w innym kraju niż Polska!

Jeżeli chodzi o koncert AE, bo głównie o ten zespół nam chodziło, to Angela i zespół pokazali klasę na scenie – nagłośnienie, światła i muzyka powalająca. Oficjalnie pierwszy koncert AE mamy za sobą.

P.S. Jeżeli ktoś poczuł się urażony moim artykułem, to właśnie taki miałem zamiar 🙂

Poniżej kilka fotek z mojego biednego i amatorskiego sprzętu, bo nauczony na polskich koncertach, nawet do głowy mi nie przyszło brać coś innego ze sobą na ten koncert.