W piątek wstaliśmy o piątej rano, bo dojazd do Bieszczad zajmuje nam około sześciu godzin. Wszyscy podekscytowani w szybkim tempie zapakowaliśmy już wcześniej przygotowane rzeczy do samochodu i ruszyliśmy na spotkanie z przygodą. Trasa do Krakowa przebiegała bez zarzutu. Dopiero kiedy zjechaliśmy z autostrady, zaczęły się korkować drogi, był to poranny szczyt komunikacyjny. Na nasze szczęście mamy nawigację, która jest jednym z najcudowniejszych wynalazków poprzedniego stulecia. Poklikałem troszkę w ustawieniach i „Hołek” poprowadził nas malowniczymi objazdami małopolski, a potem dalej do Bieszczad.

Do Lutowisk dojechaliśmy parę minut po dwunastej. Przebraliśmy się w ciuchy i obuwie bardziej pasujące do klimatów górskich, po czym ruszyliśmy do Chaty Socjologa. Ostatnim razem kiedy tam wchodziliśmy we wakacje, to cała trasa była bardzo błotnista. Musieliśmy poruszać się bardzo ostrożnie, przez co szło się dłużej. Teraz zamiast błota mieliśmy pod stopami dywan z suchych liści, które już opadły z drzew. Naokoło nas drzewa mieniły się wszystkimi kolorami jesieni, a słońce nad naszymi głowami pięknie świeciło na błękitnym niebie.

Dojście na miejsce zajęło nam około godziny. Gospodarz chaty przywitał nas i pamiętał naszą czwórkę z ostatniego pobytu w sierpniu. Magia chaty działa dalej i teraz było jeszcze lepiej, bo wiedzieliśmy czego się spodziewać po tym miejscu. Dzieciaki od razu poczuły się jak u siebie i szukały już gier i oczywiście „Kapitana Bomby”. Porozmawialiśmy z gospodarzem, dowiadując się kilku świeżych faktów bieszczadzkich, a potem usiedliśmy do posiłku. Byliśmy jedynymi odwiedzającymi w tym momencie, bo turyści rzadko odwiedzają to miejsce po zakończeniu sezonu. Dzieciaki zrobiły kolorowy wpis do księgi pamiątkowej, bawiąc się przy tym doskonale. Posiedzieliśmy sobie jeszcze jakiś czas, po czym pożegnaliśmy się i ruszyliśmy tą samą trasą do Lutowisk. Podczas schodzenia podziwialiśmy piękne jesienne kolory i zabawialiśmy się liśćmi, których było mnóstwo w około nas.

W znakomitych humorach dotarliśmy do samochodu i ruszyliśmy do miejsca naszego zakwaterowania. Tym razem wybór padł na Smerek, z którego jest bardzo blisko wejść na bieszczadzkie szczyty.

Zapraszamy do galerii zdjęć, na których widać piękne kolory jesieni.