Poniżej zaległy opis do naszej wycieczki na Tarnicę z ostatniego jesiennego weekendu.

Niedziela także wg zapowiedzi pogodowych miała być ładna i słoneczna (i była). Dzień wcześniej przeszliśmy około 18km. Zrobiliśmy pętle, która zaczynała i kończyła się w Ustrzykach Górnych. Cała nasza czwórka dała sobie świetnie radę na tej trasie, więc nie miałem żadnych wątpliwości, że Halicz i Tarnica także pójdzie nam gładko, bo doskonale pamiętaliśmy tę trasę z wakacji. Naszą wycieczkę rozpoczęliśmy z parkingu w Wołosatych o 9.45. Czas dojścia do Przełęczy Bukowskiej na tabliczkach pokazywał około 2h 30′.

Zakupiliśmy bilety na szlak i ruszyliśmy w 2h trasę drogą żwirowo-asfaltową, która ma minimalne nachylenie podejścia. Droga ta prowadzi lasem i z tego powodu, że cały czas widzimy taki sam krajobraz (drzewa) jest nudna. Narzuciłem duże tępo i aby dzieciaki nie narzekały, zadałem pytanie o ich ulubioną grę na PS3 – Lego Indiana Jones. Tak zajęły się szczegółowym opowiadaniem o tej grze, że nie zwracały w ogóle uwagi na trasę, tępo i upływający czas. Opowieści nie było końca, ale wszystkim, to nam pomogło w czasie około 1h 40′ pokonać tę trasę – nadrobiliśmy już na samym początku około 50 minut.

Na Przełęczy Bukowskiej spędziliśmy około 15 minut, odpoczywając i posilając się. Od tego momentu zaczęły się piękne widoczki, na które wszyscy czekaliśmy. Podejście pod Rozsypaniec, który znajduje się na trasie do Halicza, jest umiarkowanie trudne. Samo podejście pod Halicz sprawić może w ostatnim odcinku troszkę więcej trudności. Z Halicza jest piękny widok na wszystkie strony świata i z każdej strony są piękne widoki. Ulokowaliśmy się więc wygodnie i zajadając sobie, porównywaliśmy obecne widoki, z tymi które pamiętaliśmy z wakacji.

Po około 30 minutach takiego relaksu ruszyliśmy dalej w kierunku Przełęczy Goprowskiej. Trasa cały czas prowadziła wśród malowniczych widoków, jakie zafundowała nam jesień. Pogoda dopisywała nam cały czas, a słońce świeciło na błękitnym niebie. Turystów na tym odcinku było sporo, a na singletracku nawet za dużo. Co chwilkę musieliśmy z kimś mijać, jednocześnie uważając, aby nie skulać się na dół. Przy podejściu pod Przełęcz Siodło spotkaliśmy około 60 letnie małżeństwo z Rzeszowa, z którym ucięliśmy sobie miłą pogawędkę o Bieszczadach. Od 30 lat przyjeżdżają regularnie w Bieszczady. Namawiali nas do przyjazdu w Bieszczady na wiosnę, bo ponoć jest również bardzo pięknie, kiedy wszystko po zimie zaczyna budzić się do życia. Kto wie, może kiedyś zobaczymy Bieszczady właśnie na wiosnę.

Podejście na Tarnicę to formalność – widoki ze szczytu są po prostu przepiękne. Według komentarzy, które usłyszeliśmy od turystów przez opad śniegu dwa tygodnie wcześniej, wiele liści opadło, przez co czerwień drzew bukowych nie była taka spektakularna jak zwykle bywa. To co my widzieliśmy, było dla nas i tak cudowne.

Droga na dół do Wołosatych prowadzi lasem i także poszła nam wyjątkowo szybko. Na finiszu spieszyliśmy się na grupowa fotkę na tle lasu i Tarnicy. Miałem w pamięci fotki, które robiłem tam we wakacje. Zachodzące słońce spowodowało piękny efekt, który do dzisiaj mam w swojej pamięci.

Po zakończonej wycieczce wracaliśmy do domu. Trasa trwała ok 5,5h – cały weekend od piątku był bardzo intensywny i pomimo zmęczenia fizycznego naładowaliśmy baterie na długi czas.

Trasa wycieczki

Odległości

Przewyższenia

Zapraszam do galerii ze zdjęciami z wycieczki – jest ich dużo, ale nie mogłem się zdecydować, które usunąć.