Nadrabiam zaległości 🙂

Przed wyjściem na Krzyżne, Zosia miała najwięcej wątpliwości. Z moich opowiadań pamiętała, że są momenty na trasie, które mogą być trudne. Udało mi się ją jednak uspokoić i ostatecznie zaplanowaliśmy całodniową (długą) wycieczkę przez Przełęcz Krzyżne.

Dwa lata temu robiłem dokładnie tą samą trasę z dużą ekipą z mojej firmy. Niektórzy przecenili swoje siły przez co bardzo wolno im szło schodzenie z gór. Czekaliśmy z kolegą Mariuszem na dwie osoby szczególnie długo, tak że zejście z doliny Pięciu Stawów odbywało się z latarkami w ręce. Mając to w pamięci, nasza wycieczka zaczęła się wcześnie rano. Na szlaku w Kuźnicach byliśmy już przed siódmą. Jak się okazuje w Kuźnicach od piątej rano już pewna grupa „turystów” zaczyna swoje górskie zmagania. Oczywiście mówię o kolejce do Kolejki na Kasprowy. O siódmej startuje pierwsze połączenie lecz aby nim w okresie letnim jechać, to trzeba się poświęcić i o piątej rano stanąć w kolejkę. Wielu zdąży się jeszcze przespać do siódmej.

OK, dosyć o „turystyce klapkowej” – skupiam się na naszej trasie. Trasa do schroniska na Murowańcu jest mało wymagająca i zajęła nam zgodnie z mapą około 1.35h. Odpoczynek, śniadanie, kilka fotek i nie tracąc czasu kontynuowaliśmy przygodę idąc w kierunku Czerwonego Stawu. Nie wielu chętnych kierowało się na Krzyżne i tak naprawdę, to większość drogi byliśmy sami na szlaku. Do Czerwonego Stawu doszliśmy po około 1h – temperatura troszkę spadła lecz nadal było przyjemnie i słonecznie z miejscowymi zachmurzeniami. Deszczu się  nie spodziewaliśmy lecz w wysokich partiach nigdy nic nie wiadomo. Od tego miejsca zaczęło robić się coraz trudniej i atak na przełęcz sprawił, że naprawdę miejscami czuć było zmęczenie. Na ostatnim odcinku pomagałem dwóm Paniom w średnim wieku, asekurując je w podejściu. Później były mi bardzo wdzięczne za to i głośno to okazywały. Rodzince także pomagałem, ale nie było większych problemów, bo znakomicie dawali radę sami. Dotarliśmy szczęśliwie na Krzyżne w wyznaczonym czasie i zgodnie z umową zaśpiewaliśmy „Sto lat” Bartkowi, bo tego dnia kończył 10 lat. Potem mieliśmy zasłużony odpoczynek, jedzenie, coś do picia i „uczta” dla oczu. Widoki tam są przepiękne, zapomina się wtedy o wszystkich niedogodnościach trasy i zmęczeniu.

Zejście do Doliny Pięciu Stawów Polskich miejscami także jest wymagające. Dla mnie, kiedy idę za rękę z Konradem czasami taka trasa jest podwójnie męcząca. Muszę jednocześnie wymyślać trasę dla siebie i dla niego. Od zeszłego roku zrobił duży postęp lecz przy takich zejściach, wolę nie ryzykować i zawsze idziemy za rękę. Dotarcie do wodospadu Siklawa zajęło nam ponad 2h. Słońce na niebie było bezlitosne lecz nie przejmowaliśmy się, bo zapasy wody mieliśmy wyliczone z nadmiarem. W schronisku udało mi się namówić dzieci na zupę pomidorową z chlebkiem. Coś ciepłego dla żołądka po takim wysiłku, to istny rarytas. Oczywiście w schronisku turystów było dużo, ale widziałem już to schronisko bardziej zatłoczone.

Dalsza część wycieczki, to zejście czarnym szlakiem do zielonego i prawie 2h nudnej trasy lasem. Nie lubię akurat tego odcinka, bo nuży się droga do Wodogrzmotów Mickiewicza, a dodatkowo zmęczenie już daje znać o sobie. Dzieciaki stają się bardziej marudne i naprawdę muszę się wtedy nieźle namęczyć w motywowaniu ich do dalszej drogi i wysiłku. Sytuacja się kompletnie zmienia, gdy docieramy do naszej kwatery. Potrafią się zregenerować w ciągu kilku chwil i kiedy ja po prysznicu, jakimś posiłku sukam miejsca do relaksu, to dzieciaki dalej biegają i wariują. Taka jest właśnie młodość.

Trasa ze wszystkimi przerwami i odpoczynkami, zajęła nam ok 10.0h – ciężko jest tylko w paru miejscach. Za to przepiękne widoki rekompensują zmęczenie i te właśnie trudności. Wszyscy daliśmy radę i na pewno kiedyś tam jeszcze wrócimy.

Poniżej galeria zdjęć z tego dnia i mapki wg strony http://www.szlaki.net.pl

Mapka
krzyzne01

Czasy przejść
krzyzne02

Przewyższenia
krzyzne03