Nadrabiam zaległości 🙂

Kolejny dzień naszej przygody w Pieninach, postanowiliśmy rozpocząć od miejsca, w którym zakończyliśmy dzień wcześniej. Były dwa powody. Pierwszy, to przeprawa przez rzekę Dunajec, gdzie zaczynał się szlak na Sokolicę. Drugi powód, to utrata czapki przez Konrada. Ze zdjęć doszliśmy, że zostawił ją właśnie w Schronisku Orlica.

Wartość materialna tej czapki jest bliska zeru, bo jest sprana i znoszona. Jeżeli zaś chodzi o wartości emocjonalne, to zupełnie inna sprawa. Nosiła ją Zosia, nosił Bartek i teraz nosi Konrad. Co prawda kupiłem ją dla siebie na GP Węgier w 2006 roku. Piękna, czerwona i z konikiem. Gdy ja kupowałem, wydawała mi się duża lecz po powrocie do kwatery okazało się jednak, że mam za dużą głowę i nie pasuje do mnie. Wracając do Konrada, to bardzo żałował zguby i chętnie zrobił by dużo, aby odkręcić zaistniałą sytuację.

Po dotarciu do Szczawnicy, nasze pierwsze kroki skierowaliśmy właśnie do schroniska. Jakie było nasze wielkie zdziwienie i szczęście, jak się okazało czapkę znalazła jakaś Pani z obsługi schroniska. Konrad odebrał czapkę podziękował pięknie i obiecał, że będzie dbać o własne rzeczy, aby nic więcej nie zgubić. Jak jest w praktyce, ten wie co ma dzieci, czyli różnie 😉

Przeprawa przez rzekę była krótka i kosztowała po 3 zł od głowy. Na drugim brzegu rozpoczynał się szlak na Sokolicę. Słońce na niebie już porządnie grzało i było już ciepło. W takim upale ciężko pokonuje się kolejne wzniesienia. Górki tutaj nie są wysokie, ale w czasami bardzo wymagające. Stromizna jest dość duża i można naprawdę się zmęczyć. Sokolicę zdobyliśmy po około 1h i na samym szczycie zastał nas duży tłok. Przed wejściem na szczyt  należy kupić bilet u Pana w budce, a bilet także jest ważny na Trzech Koronach.

Dalsza trasa prowadziła w kierunku Trzech Koron. Przechodziliśmy min. przez Czertezik, Czerteż, Ociemny Wierch, Przełęcz Szopka. Widoki są bardzo piękne, a szczególnie duże kilkusetmetrowe przepaści robią wrażenie. Okrąglica przywitała nas tłumem ludzi do kasy biletowej i wejścia na ekspozycję. Pomimo, że kupiliśmy bilet na Sokolicy, to obowiązywała nas ta sama kolejka. Jakoś nie miałem ochoty stać w tłumie „klapkowiczów”, dlatego poszliśmy w kierunku Ostrego Wierchu i Zamku Pienińskiego. Ruiny zamku nie robią większego wrażenia, bo tak naprawdę są to tylko fragmenty murów. Szybko opuściliśmy to miejsce i wędrowaliśmy w dół do Krościenka. Na trasie w Bańków Gronik, napiliśmy się zimnego kompotu domowej roboty, który sprzedawała bardzo miła Starsza Pani.

Cała wycieczka była bardzo miła i tylko miejscami męcząca. Pomimo małych wysokości, niektóre podejścia dają w kość, bo są strome. Temperatura także tego dnia była bardzo wysoka i gdyby nie drzewa, które dawały cień, to prawdopodobnie bylibyśmy bardzo umęczeni.

Z Krościenka dojechaliśmy busem do Szczawnicy i poszliśmy znowu na pizze do Zosi, bo dzieciaki tylko o tym marzyły. Pamiętam, że tego dnia mieliśmy wszyscy wilcze apetyty i rachunek był bardzo duży 🙂

Poniżej galeria zdjęć z tego dnia i mapki wg strony http://www.szlaki.net.pl