Ładna pogoda w weekend, to dla nas kolejna okazja do aktywności i wyjazdu poza miasto. Nasz cel tym razem, to kolejna trasa w Beskidzie Żywieckim – Wielka Rycerzowa. Tak jak podczas ostatniej wizyty, zaczęliśmy naszą trasę z Rycerki Kolonia.

Samochód pozostawiliśmy nieopodal wejścia na szlak w kierunku schroniska na Przegibku. Przy rześkim powietrzu i cieniu jakie dawały nam drzewa maszerowaliśmy w kierunku pewnego zakrętu, na którym ostatnio zgubiliśmy szlak. Tym razem byłem czujny i dochodząc do tego miejsca skręciłem jak mi się wydawało w dobrym kierunku, po około 15 minutach bardzo stromej wspinaczki doszedłem do wniosku, że to nie jest ścieżka, a tylko miejsce którym sprowadzane są drzewa po wycince drzew. Wróciliśmy do newralgicznego zakrętu i naszym oczom ukazała się ścieżka z zielonym oznakowaniem naszego szlaku. W dobrych humorach ruszyliśmy dalej. Trasa do Przegibka w sumie zajęła nam około 1,5h. Na miejscu oczywiście było dobre piwko, ciacho z jagodami i krótki odpoczynek.

W stronę Wielkiej Rycerzowej ruszyliśmy czerwonym szlakiem i w sumie większość trasy prowadziła przez las, ale praktycznie w kompletnej ciszy, ponieważ na szlaku nie było prawie wcale turystów. Dopiero kiedy dotarliśmy się na szczyt Rycerzowej, to pojawili się turyści w pobliżu Bacówki. Znaleźliśmy miejsce do odpoczynku i oczywiście szukaliśmy coś do jedzenia. Miłym zaskoczeniem było menu w bacówce, znaleźliśmy tam wegetariańskie menu. Co prawda proste, ale pierwszy raz widzieliśmy kotleciki sojowe w menu.

Nasz odpoczynek nie trwał bardzo długo, bo bardzo chciałem zdążyć na pewne spotkanie w Wodzisławiu tego dnia. Wyliczyłem wszystko czasowo i ruszyliśmy w drogę powrotną. Skierowaliśmy się niebieskim szlakiem do Przegibka, chciałem aby trasa była troszkę urozmaicona i wszytko szło dobrze przez jakieś 20 minut. Potem nie wiemy do teraz jak, ale zeszliśmy ze szlaku. Tym razem jednak nie chciało nam się wracać z powrotem, bo 15  minut schodzenia w dół dość stromo po grząskiej ścieżce i potem powrót nią w górę kosztowałby  nas zbyt dużo energii. Przeczytałem na nowo mapę i ustaliłem nową trasę, ale niestety dodała ona nam około 1,5h więcej szlaku jak mi się na początku wydawało. W sumie okazało się to 2h i przejścia poza szlakami, które miejscami wyglądały nie do przejścia. Ostatecznie wróciliśmy na szlak (zielony) do Przegibka i kompletnie z innej strony dotarliśmy do schroniska. Zasłużony odpoczynek dla wszystkich i mały posiłek w promieniach zachodzącego słońca w takim miejscu jest piękne i warte każdego wysiłku.

Powrót do samochodu zajął nam około 1h i odbył się bez żadnych niespodzianek. Zdjęć mamy mało, bo jakoś nie miałem na nie ochoty i ciężko było podczas wspinaczek – poniżej prezentuję kilka fotek z aparatu i naszych komórek.