Widząc w piątek jaka pogoda szykuje się na następne kilka dni, udało mi się namówić (łatwo było) Zosię na wzięcie urlopu i wyjazd w Bieszczady. Termin od 06.10 do 09.10.2013 (od niedzieli do środy). Wyjechaliśmy około godziny 8.00 i w ciągu pięciu godzin dojechaliśmy do Lutowisk. Postanowiliśmy zacząć nasz urlop od Chaty Socjologa – dokładnie tak samo jak rok wcześniej.

Pogoda była piękna,  a że podejście do Chaty Socjologa jest łatwe, to po około godzinie byliśmy przed drzwiami, tego niesamowicie magicznego miejsca. Pierwszy raz byliśmy tam podczas zeszłorocznych wakacji, brnęliśmy w błocie po kostki, bo niestety pogoda nam wtedy nie dopisała. Po dotarciu na miejsce okazało się, że miejsce to zdecydowanie odbiega od wszystkich innych, które spotykaliśmy dotąd na górskich szlakach. Charakter otwarty tego miejsca i serdeczność osób, które zarządzają tym miejscem, powoduje że chętnie się tam wraca.

Tym razem także czuliśmy się jak u siebie. Szybko rozłożyliśmy się z naszym prowiantem i zrobiłem herbatę. Gospodarz po krótkiej rozmowie przypomniał sobie naszą rodzinkę z zeszłorocznej jesiennej wizyty. Porozmawialiśmy o pierdołach i oczywiście było bardzo sympatycznie. Zosia miała okazję spróbować nalewki jaką sam gospodarz wytwarza z leśnych owoców. Nasza wizyta trwała ponad godzinkę i mile się żegnając zapowiedzieliśmy swoją wizytę kolejny raz. Chyba tradycją będzie odwiedzanie tego miejsca w trakcie pobytu w Bieszczadach.

Poniżej galeria zdjęć z tego dnia.