Nasz tegoroczny urlop wyjątkowo przypadł na lipiec. Co roku wyjeżdżaliśmy w sierpniu, więc w tym roku po powrocie z Zakopanego szybko zachciało nam się znowu gdzieś wyjechać. Początkowo myśleliśmy o wyjeździe nad morze, ale szybko uznaliśmy, że mogłoby to dla nas być zbyt nudne i monotonne. Wybraliśmy więc Pieniny, w których spędziliśmy prawie 4 dni. Wrzucam tu tylko fotki zrobione przez Bartka i przeze mnie moim telefonem, a opisy dwóch świetnych tras na pewno pojawią się w swoim czasie, tzn. gdy Stefan będzie miał czas  i natchnienie.

Pieniny, mimo niemal bezpośredniej bliskości Tatr, bardziej przypominały mi Bieszczady. Długie trasy, łagodne wzniesienia (choć w dwóch miejscach trochę się zasapaliśmy, może bardziej z powodu upału), przepiękne, rozległe widoki. Cudowne miejsca, byłam nimi oczarowana, dokładnie tak samo jak Bieszczadami. I co najważniejsze – bardzo mało (w stosunku do Tatr) turystów.

Ale dość ględzenia, fotki poniżej.

IMG_0062Ja i Konrad przed wejściem do wąwozu Homola. Wczesny ranek, więc jeszcze dość chłodno. Potem już do końca dnia chodziliśmy porozbierani.

IMG_0064

IMG_0071

IMG_0075

Widoki oszałamiające. Uwielbiam osłaniać oczy dłonią przed rażącym słońcem i obracać się dookoła siebie, wypatrując najdalszych punktów na horyzoncie, przyglądając się drzewom i zwierzętom, jeśli są i – po prostu – GÓROM. One są piękne same w sobie, bez żadnych dodatków. Mijaliśmy po drodze spore stado krów, pięknych, zadbanych, dostojnie przeżuwających trawę. Przy okazji przekonałam się, że elektryczny pastuch jest naprawdę elektryczny.

IMG_0116Najsłynniejsze drzewo Pienin – sosna, jedna, jedyna na szczycie Sokolica. Prawdziwa gwiazda, każdy turysta ją fotografuje.

IMG_0080

IMG_0077Odpoczynek w schronisku Orlica. Konrad będzie je długo pamiętać, bo zostawił tam swoją ulubioną czapkę z daszkiem, która miała dla nas wartość sentymentalną. Na drugi dzień wróciliśmy do schroniska i okazało się, że uprzejme panie schowały ją na wypadek gdyby właściciel się znalazł. Konrad czapkę więc odzyskał, ale wcześniej łez wylał sporo.

IMG_0095

Przeprawa przez Dunajec – element trasy na Sokolicę. Trzeba być wspaniałym fotografem by oddać tak ogromne piękno przyrody, w związku z tym tu tego niemal nie widać:)

A ostatni dzień to zwiedzanie zamku w Niedzicy i ruin w Czorsztynie. Oba bardzo nam się podobały, są dobrze zachowane, można niemal wszędzie wejść, wszędzie zajrzeć, nikt za nami nie chodzi i nie strofuje, że tego nie wolno, a tego się nie powinno (tak jest na przykład w Zamku w Pszczynie, z którego wychodzi się lekko poirytowanym).

IMG_0139

Zapora w Niedzicy.

IMG_0146

Widok zamku jak z bajki.

A poniżej sam zamek.

IMG_0151

IMG_0156

IMG_0158

IMG_0164

IMG_0215

IMG_0219

IMG_0222

I niestety jedyna fotka z ruin zamku w Czorsztynie, a na fotce ja. Stoję w pomieszczeniu, które było piekarnią. Można przyjechać do Czorsztyna, zwiedzić zamek, przepłynąć statkiem do zamku w Niedzicy, a na koniec wrócić statkiem do Czorsztyna. Na pewno świetna wycieczka, bo widoki są cudne, my niestety o możliwości przepłynięcia statkiem nie wiedzieliśmy i zwiedziliśmy zamki w odwrotnej kolejności.

IMG_0241

I wszystko byłoby super, gdyby nie świadomość uciekającego lata i nadchodzącej jesieni. Jedyna pociecha jest taka, że może tegoroczna jesień będzie tak samo piękna jak ta rok temu….